Nie dzwoń do niego... Wiem, że umierasz z tęsknoty, by znów usłyszeć ten głos... że każda część Ciebie krzyczy, by poczuć chociaż cień obecności... Ale błagam Cię... dla wszystkiego, co w Tobie kruche i cenne... nie dzwoń. Jemu naprawdę nie zależy. Nie obchodzi go, że przez niego nie jesz... że już setki godzin płaczesz, że zamknęłaś się w pokoju i czekasz na wiadomość, która nigdy nie przyjdzie... I wiesz dlaczego... Bo on zna Cię zbyt dobrze. Wie, że mimo wszystkiego – wybaczysz... Że gdy tylko zechce, wróci... i wystarczą dwa zdania, byś znów padła do jego stóp... jakby nic się nie stało. Jakby ból dało się skasować kilkoma słowami... Nie czekaj już. Wypłacz wszystko, co masz do wypłakania... Tak – będzie boleć. Kilka dni... może tygodni... Ale wolę Cię taką – poranioną i silną, niż skazaną na życie w iluzji… w wiecznym „może jutro”, które nigdy nie nadejdzie... Zbierz się w sobie. Podnieś głowę. I wyślij go do diabła... Weź do ręki książkę... Ubierz się ładnie... Wyjdź z domu, nawet jeśli świat wali Ci się na głowę... Bo wiesz co? I tak jesteś już roztrzaskana... nie masz nic do stracenia. Ale błagam... nie żebraj o miłość. Bo ten, kto kocha prawdziwie... nigdy nie rani. -Dariusz Zet