Jednym z najczęściej pomijanych powodów, dla których związki powoli się rozpadają, nie jest zdrada. To komfort. To wtedy, gdy przestajesz się starać, nie dlatego, że jesteś niewierny, ale dlatego, że uważasz, że lojalność wystarczy. Nie kłamiesz. Nie łamiesz serc. Ale też nie podejmujesz żadnych wysiłków, by zatrzymać tę, którą obiecałeś kochać. Myślisz, że wszystko jest w porządku tylko dlatego, że nie ma chaosu, wielkich walk, zdrad. Ale ten cichy dystans, który narasta, gdy wszystko zamienia się w rutynę? Tak właśnie po cichu umiera miłość. Ponieważ miłość nie znika podczas burzy. Ona zanika w ciszy. Kiedy dobre poranki przestają być ciepłe, kiedy „kocham cię” zaczyna brzmieć jak nawyk, kiedy twoja obecność jest obecna, ale twój wysiłek nie jest, to wtedy miłość zaczyna się wymykać. Może nie łamiesz im serca, ale też już go nie trzymasz. A to boli równie mocno. Ponieważ bez względu na to, jak bardzo jesteś lojalny, jeśli czują się niewidziani, niedoceniani i niekochani, jaki to ma sens? Miłości nie udowadnia się pozostając. Udowadnia się ją poprzez codzienne wybieranie ich. Sprawiając, że czują się pożądani nawet w zwykłe dni. Nigdy nie stając się zbyt wygodnym, zapominając, że nadal muszą czuć się wybrani. Ponieważ prawdziwa miłość nie przetrwa tylko dzięki lojalności, Potrzebuje obecności. Potrzebuje wysiłku. Potrzebuje, abyś wciąż się pojawiał, nawet wtedy, gdy już je masz. Autor postu Niebanalna Relacyjność Foto Pinterest