Nie wiem, kiedy miłość przestała być na zawsze. Może wtedy, gdy „kocham” zaczęło brzmieć jak „na razie”. Albo kiedy „związek” stał się tylko określeniem statusu na Instagramie, a nie zobowiązaniem, które się trzyma, nawet gdy boli. Dzisiaj miłość to faza. Do pierwszej różnicy zdań. Do pierwszej wiadomości od kogoś „bardziej interesującego”. Do pierwszej kłótni, która nie mieści się już w estetyce związku „perfect match”. Młodzi dziś nie wiedzą, że miłość to nie jest pasujące zdjęcie z wakacji, ale rozmowa w środku nocy, gdy jedno płacze, a drugie zostaje. Że prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy przestaje być wygodna. Bo miłość nie zawsze pachnie perfumami. Czasem pachnie potem z nerwów, łzami po trzeciej kłótni z rzędu i ciszą, której nikt nie przerywa z dumy, nie z braku uczuć. Miłość kiedyś była trudna, ale szczera. Dziś jest łatwa, ale chwilowa. Zmieniamy ludzi szybciej niż tapety w telefonie. Zamiast naprawiać — wyrzucamy. Zamiast rozmawiać — mutujemy. A potem mówimy, że nikt nie umie kochać. Że nie ma prawdziwych facetów. Że kobiety są zimne. Że wszyscy są toksyczni. Tylko nikt nie mówi, że może to my jesteśmy zbyt wygodni na prawdziwe uczucie. Bo prawdziwa miłość to nie romantyczna kolacja. To przebaczenie. To wytrwanie. To przełknięcie własnej dumy dla czyjegoś spokoju. To pójście spać razem, nawet jeśli wszystko w środku krzyczy: „Nie”. Kiedyś kochało się na śmierć i życie. Dziś… kocha się do pierwszej okazji, by przestać. Ludzie przestali walczyć. Bo łatwiej zrezygnować, niż zaryzykować kolejne zranienie. Ale ja… ja wciąż wierzę w tamtą miłość. W tę, która zostaje. W tę, która nie znika po kilku niezgodnościach. W tę, która zamiast mówić „szkoda czasu”, mówi: „zostań, naprawimy to”. Wierzę, że są kobiety, które też tęsknią za czymś więcej. Za chłopakiem, który nie ucieknie, gdy przestanie być łatwo. Za dłonią, która nie puszcza, nawet gdy ziemia się pali pod stopami. Za kimś, kto kocha nie za coś — ale mimo wszystko. Jeśli to czytasz i się zgadzasz, to może wciąż jest nas więcej. Może wciąż są ludzie, którzy nie chcą nowego „kogoś” co miesiąc, tylko kogoś, kto zostanie… nawet wtedy, gdy zrobi się ciężko. – Czerwony 🩸