Najpierw się jarają. Piszą słodko, ślinią się przez ekran, rzucają komplementami jakby mieli cię zaraz przelecieć przez wi-fi. Potem zmieniają ton. Zaczynają węszyć: „To nie twoje”, „To kopiowane”, „To pewnie czat GPT”. Bo co? Bo zdanie jest składne? Bo myśl celna? Bo masz coś do powiedzenia? Nie każdy, kto pisze od serca, robi to pod publiczkę. Nie każdy, kto mówi pewnie, musi coś sprzedawać. Ja nie jestem żadnym produktem. Nie jestem algorytmem. Nie wypluwam ładnych słówek, żeby się komuś przypodobać. Piszę tak, jak myślę. Prosto, celnie, bez podlizywania się. Jeśli masz coś do powiedzenia — to napisz. Bez cytatów, bez kopiowania, bez tłumaczeń. Własnymi słowami, z własnej krwi, nie z cudzej inspiracji. Zobaczymy, czy coś z tego zostanie. Bo jeśli nie masz tego czegoś w sobie — to żadna maszyna, żadne AI, żadne sztuczki nie pomogą. A jeśli masz — to nawet przez kabel i ekran czuć ogień. Nie jestem z tych, co tłumaczą się z autentyczności. Wilk nie tłumaczy się z tego, że wyje. Nie potrzebuje pozwolenia, nie potrzebuje aplauzu. Idzie sam, bo wie, że nie każdemu można ufać. Watahy ludzi często są fałszywe. Pełne uśmiechów bez lojalności. Dlatego wolę iść sam — niż stać w tłumie i udawać, że jesteśmy tacy sami. Więc jeśli boli cię to, że potrafię wyrazić siebie — to znaczy, że sam(a) tego nie potrafisz. I to nie mój problem. Więc koniec pierdolenia. Wilk nie gada po próżnicy. On mówi raz — i trafia. Wilk