Nie każdemu mężczyźnie zależy, żebyś rosła. Nie każdy potrafi znieść kobietę, która wie, czego chce. Która mówi własnym głosem. Która nie prosi o pozwolenie, by być sobą. Są tacy, którzy na początku cię podziwiają. Za odwagę. Za niezależność. Za błysk w oku, który nie potrzebuje niczyjego potwierdzenia. Ale potem ten błysk zaczyna im przeszkadzać. Zaczynają cię przygaszać drobnymi uwagami. „Znowu się wymądrzasz.” „Dobrze, że ty zawsze wszystko wiesz.” „Mogłabyś być trochę… skromniejsza.” A ty zaczynasz się kurczyć. Na własne życzenie – ale z cudzej niepewności. Przytłumiasz swoją siłę, żeby nie drażnić jego słabości. Milkniesz, żeby nie urazić jego dumy. I nawet nie wiesz, kiedy przestajesz siebie poznawać. Bo z kobiety, którą kiedyś byłaś – zostaje tylko cień. Ale światło się tak łatwo nie gasi. Światło kobiety, która zna swoją wartość, prędzej czy później zacznie się wydostawać. Choćby przez najmniejszą szczelinę. I wtedy przypominasz sobie: Nie po to budziłam się z bólu, żeby teraz zasypiać w ciszy cudzych oczekiwań. Nie po to się leczyłam, żeby znów siebie tracić. Prawdziwy mężczyzna nie boi się twojego światła. On się w nim rozgrzewa. I pozwala ci świecić jeszcze mocniej. Nie pozwól, by ktoś, kto boi się własnego cienia, kazał ci gasić blask. Świat potrzebuje twojej pewności. A ty – potrzebujesz jej najbardziej. ~ Kobieta Zwykła Fot.Internet