Przez lata byłam jego adwokatem. Tłumaczyłam: „On nie jest zły, po prostu ma trudny okres” „Nie czuł się kochany jako dziecko” „Źle się dziś czuł, dlatego się zdenerwował” Aż w końcu… przestałam. Bo zaczęło mnie to męczyć bardziej niż jego krzyki. Zdałam sobie sprawę, że nie muszę nikomu wyjaśniać, dlaczego ktoś mnie rani. Że miłość nie wymaga tylu usprawiedliwień. Że jeśli muszę ciągle tłumaczyć czyjeś złe zachowanie, to znaczy, że nie jest normalne. Największą ulgą było, gdy po raz pierwszy powiedziałam: „On tak po prostu mnie traktuje. I to nie jest w porządku.” To był początek wolności. ~ Kobieta Zwykła – zaobserwuj profil, aby otrzymywać więcej wpisów ❤️