To był tylko tydzień. Siedem dni. Ale dla mnie to była wieczność. Bo cisza, którą zostawiłaś, brzmiała głośniej niż najostrzejsze kłótnie. Codziennie patrzyłem w telefon, jak idiota. Liczyłem, że zobaczę Twoje imię, choćby z jednym zdaniem: „daj mi spokój”. Bo nawet odrzucenie boli mniej niż niewiedza. A ja nie wiedziałem nic. Czy się obraziłaś? Czy już mnie nie chcesz? Czy po prostu szukałaś świata, w którym nie ma mnie? Moja głowa produkowała tysiące scenariuszy, a każdy z nich kończył się tym samym — że Cię tracę. Wiesz, co zrozumiałem? Że cisza zabija powoli. Kłótnia to jeszcze znak, że coś między nami żyje, że jest ogień, który można gasić albo podsycać. A cisza… cisza to koniec, którego nikt nie wypowiedział głośno. Ten tydzień pokazał mi, jak bardzo się Ciebie boję stracić. I jak bardzo bez Twojego głosu wszystko nagle traci sens. Czerwony 🩸