Ty zabrałeś ją na imprezę. Ja zabrałbym ją na wzgórze pod gwiazdami, w letnią noc. Rozmawiałbym z nią o jej dzieciństwie, słuchając uważnie każdego wspomnienia, w blasku księżyca. Ty złościłeś się na nią, gdy wracała zmęczona i narzekała na dzień w pracy. Ja miałbym gotową kolację, przytuliłbym ją, głaszcząc delikatnie jej włosy i patrząc jej w oczy powiedziałbym, ile dla mnie znaczy. Ty kontrolowałeś, co miała na sobie. Ja wybrałbym dla niej coś z jej ulubionego sklepu i zostawiłbym na łóżku z krótką notatką: „Załóż to i bądź gotowa o 19:00”. Ty spędzałeś czas przed telewizorem i ignorowałeś, gdy chciała porozmawiać. Ja zaplanowałbym wieczory filmowe tylko dla nas. Jej ulubione przekąski, jej ulubiony film… i ten moment, gdy patrzę na nią, jak się śmieje, i uświadamiam sobie, jak wielkim jestem szczęściarzem. Ty brałeś ją za pewnik i sprawiałeś, że czuła się niepotrzebna. Ja wysłuchałbym wszystkiego, przez co przeszła, zapamiętał każdy szczegół, by nigdy nie pozwolić jej wrócić do tamtego mroku. Obiecałbym, że zawsze będę dla niej światłem. I każdego dnia szukałbym nowych sposobów, by kochać ją jeszcze mocniej.❤️