Załóż moje stare glany, przejdz ten brudny bruk, poczuj jak podeszwy krzyczą, gdy życie daje kuks. Nie pytaj o litość - tu nie ma taryfy ulgowej, tu każdy dzień to walka, a serce twarde jak gwoździe. Gdy noc cię przyciska, gdy złość parzy w gardło, nie rzucaj się na poduszki, nie szukaj łatwych dróg. Zobaczysz, jak pękają mosty, które sami stawialiśmy, ale nauczysz się wstawać - to jedyna broń, którą mamy. Nie mów, że znasz ból, póki nie zgiąłeś kolan, póki ręce ci nie drżą, gdy trzeba iść tam, gdzie pan. Ktoś powie: „łatwo mówić” - niech weźmie moje buty, niech spróbuje przejść tę trasę bez słów i bez smutku. Ja nie obiecuję złota, nie śpiewam o cudach, daję tylko drogę i prawdę, co pali jak ogień w płucach. Weź moje glany, idź - zmęczony ale z głową do przodu, gdy wrócisz - oceniaj, lecz najpierw przejdź moją pogodę. - Adwokat Diabła