Kiedy byłam mała, dość często słyszałam od cioć i babć, że dzieci i ryby głosu nie mają.
Uczono mnie chodzić z książką na głowie,
jak dama...
Żeby spędzać wakacje u dziadków, mialam mieć świadectwo z czerwonym paskiem. Równie ważne jak moje oceny, była moja waga. Musialam być zawsze tą reprezentacyjną częścią rodziny. Kiedy trochę przytyłam, brat przezywał mnie od razu "Gruba" , mimo że bylam naprawde szczupła. Ale mialam lat kilkanaście i musialam być wówczas nie szczupła, a chuda.
Kiedy schudłam, czułam, że nie muszę niczego sie wstydzić, nieważne czy zdałam maturę za 1 podejściem, gdzie pracuje, co robię ze swoim prywatnym życiem.... Wtedy bylam idealna.
Bo tak nauczyla mnie wlasna rodzina.
Dziś jestem po 40 i po rozmiarze 40 ... jakoś tak szłam, wiek 38, rozmiar 38, wiek 40, rozmiar 40, wiek 42 to i rozmiar 42.
Tak wiem, przychodzi pora, aby to zatrzymać. Ale ja zatrzymałam co innego. Zatrzymałam tę presję, w którą dałam się wpędzać latami.
Że oceny, że waga są moim wyznacznikiem.
Dziś mam dorosłe już dzieci. Najlepsze na świecie. Oceny? Waga? Były różne.
Patrzylam na to, by wyrośli na dobrych i szczęśliwych ludzi. I wyrośli na takich!
W ogóle chyba robilam wszystko inaczej niż rodzice, dziadkowie.. I dostrzegam jakis plus tego, że w moich czasach byla ta presja.
Bo dziś moi rowieśnicy, walczą z hejtem. Słuchają dzieci, dają im głos I tluką do glowy zamompleksionym kobietom, że są wystarczające. "I'm enough! "
Czy potrafisz patrzeć na siebie dzisiejsza 40 latko z miłością? Czy nadal widząc w lustrze fałdkę czy zmarszczkę porównujesz się do przefiltrowanych zdjęć zoperowanych gwiazd, czy może do samej siebie sprzed 20 lat?
Czemu sobie nie powiesz :"I'm enough" ?
Bo przecież jesteś piękna, jesteś prawdziwa, jesteś wystarczająca!
Śladami miłości 🤍🩵
