Ludzie potrafią zmęczyć.
Nie potrzebuję już w swoim życiu emocjonalnych pijawek, żmij, hien, dwulicowców ani tych, którzy z uśmiechem podcinają skrzydła.
Jestem na etapie, w którym wybieram siebie — spokój zamiast chaosu, ciszę zamiast hałasu, cztery ściany, w których pachnie kawą i spokojem.
Dobrą książkę, ciepły koc, własne myśli.
Taki mały, prywatny świat, w którym nikt nie gra, nie rani i nie udaje.
I wiesz co?
Jest mi w nim dobrze.
Naprawdę dobrze.
Niektórzy nazwą to starością.
Ja nazywam to dojrzałością.
I wreszcie — rozsądkiem.
