Przychodzi taki czas, w którym niczego tak bardzo nie pragniesz, jak świętego spokoju.

Komfortu psychicznego

Świadomości, że Twoi bliscy są cali i zdrowi. Życiowej stabilności. 


Reszta, za którą jeszcze jakiś czas temu skoczyłbyś w ogień, staje się dla Ciebie nic nie warta, nie ma żadnego znaczenia.


Życie zdążyło Ci pokazać, którzy ludzie ile są warci. Wiesz komu chętnie poświęcić swój czas. Wiesz komu serdecznie pokazać środkowy palec.


Nie masz żadnej ochoty na toksycznych ludzi, tych rozchwianych emocjonalnie.

Pragniesz mieć przy sobie ludzi prawdziwych, szczerych, normalnych

Pier*olisz tych, którzy serwują Ci więcej skrajnych emocji, niż dzień w parku rozrywki.

Tych którzy mówią jedno, robią drugie, przychodzą tylko jak coś chcą, w oczy doceniają, w plecy nóż wbijają. 


Nie chce Ci się nic nikomu udowadniać.

Nie masz ochoty pędzić za tłumem

Być na topie, być pięknym, modnym w wiecznej formie.

Masz w dupie co kto o Tobie myśli. 

Czy jesteś w czyimś guście, czy nie.

Czy Twoje życie innym odpowiada. 

Że ktoś Cię krytykuje i ocenia.


Pragniesz spokoju.

Świętego spokoju.

To nie znak że jesteś nudny.

To znak że dojrzałeś. 


~ Jakub Czarodziej