Możesz budzić się rano z tym pieprzonym ciężarem w klatce.
Z myślą, że znowu zaczynasz dzień sam.
Że znowu nie masz komu powiedzieć „dobrego ranka”.
I wkurwia cię to.
Bo chciałbyś inaczej.
Normalnie.
Po ludzku.
Ale wiesz co?
Gorzej jest budzić się obok kogoś, kto ma cię w dupie.
Kogoś, kto patrzy, ale nie widzi.
Kto słyszy, ale nie słucha.
Kto niby jest, a tak naprawdę znika przy pierwszym podmuchu problemu.
Samotność potrafi kopnąć w żebra.
Ale źle dobrana osoba potrafi złamać ci kręgosłup.
I tu jest cała różnica.
Procesem.
Czasem, w którym masz szansę ogarnąć siebie, swoje życie, swoje granice.
To czas, w którym możesz w końcu zapytać:
„Kim ja, kurwa, chcę być?”
Bo zanim pozwolisz komuś wejść do swojego świata,
musisz sam wiedzieć, jak ten świat ma wyglądać.
Nie szukaj byle kogo, żeby tylko ktoś był.
Nie sklejaj pustki przypadkowymi osobami.
Nie zmiękczaj swojego życia kimś, kto wnosi jedynie hałas.
Zbuduj siebie.
Naucz się swojego spokoju.
Polub swoją obecność.
Bo kiedy poznasz swoją wartość,
to nie wejdziesz w nic, co ją obniża.
A na końcu dnia…
lepiej siedzieć w pustym mieszkaniu z własną godnością,
niż w pełnym, ale z sercem, które czuje się samotne.
Czekaj na prawdziwe.
Pracuj nad sobą.
I pamiętaj:
nie jesteś sam dlatego, że coś z tobą nie tak -
jesteś sam, bo nie zgodziłeś się na bylejakość.
I to jest, kurwa, siła.
