Nazywają Cię wariatką, bo przestałaś grać według ich zasad.
Mówią, że się zagubiłaś, bo znalazłaś własną drogę.
Szepczą, że zwariowałaś, bo wreszcie zaczęłaś być sobą.
I wiesz co...?
Niech gadają.
Bo Twoje "wariactwo" to tak naprawdę przebudzenie.
Twoja "izolacja" to detoks od toksycznych ludzi.
Twoje "dziwne zachowanie" to odwaga,
żeby wreszcie żyć po swojemu.
Twoja "zmiana" to ewolucja w kierunku,
którego oni się boją.
Mówią, że już Ci nie zależy.
I mają rację - nie zależy Ci już na ich aprobacie.
Nie zależy Ci na ich opinii.
Nie zależy Ci na dopasowaniu się do ich ciasnych ram.
Bo wreszcie zrozumiałaś, że Twój spokój jest ważniejszy niż ich zrozumienie.
To nie jest szaleństwo - to uzdrowienie.
To nie jest kryzys - to transformacja.
To nie jest upadek - to pieprzone odrodzenie.
Czasem musisz spalić wszystkie mosty,
żeby nie mieć drogi powrotu do tego, co Cię niszczyło.
Więc niech nazywają Cię szaloną.
Niech mówią, że się zmieniłaś.
Niech plotkują, że już nie jesteś tą samą osobą.
Bo nie jesteś - jesteś kimś lepszym.
Silniejszym. Prawdziwszym.
To jest ta piękna prawda o uzdrowieniu
- czasem musisz pozwolić ludziom myśleć, że się gubisz, podczas gdy tak naprawdę wreszcie się odnajdujesz.
I to jest do cholery w porządku.
Bardzo w porządku...
Fot.Internet
