Kiedyś człowiek żył prosto.

Nie miał pięciu aplikacji do oddychania ani zegarka, który mówi mu, kiedy ma pić wodę.

Nie potrzebował „coachów od życia” – miał las, pole, rodzinę, chleb i robotę w rękach.

Wiedział, co boli i co pomaga, bo słuchał swojego ciała, a nie reklam w telewizji.


Dziś wszystko jest na opak.

Lekarzy więcej niż drzew w mieście, a ludzi coraz mniej zdrowych.

Apteki jak grzyby po deszczu, a mimo to choroby kwitną jak chwasty.

Żarcie niby jedzenie, ale pachnie plastikiem i syci tylko brzuch, nie duszę.

Zamiast chudego chłopa i zgrabnej kobiety – brzuchaty konsument.

Zamiast silnej kobiety – przestraszona dziewczyna z oczami w telefonie.

Ludzie chodzą ubrani jak strachy na wróble, a z tyłu nie wiadomo czy to chop, czy baba. 


Wilk patrzy i nie wierzy, co to się porobiło? 

Bo dla niego wszystko wciąż jest jeszcze proste:

Jak głodny – to je w miarę zdrowo. 

Jak zmęczony – to śpi.

Jak zły – wyje do księżyca, aż mu przejdzie.

Nie udaje, nie gra, nie wstydzi się instynktu.


A ludzie?

Zatracili zapach ziemi.

Boją się ciszy, bo w ciszy słychać własne myśli.

Boją się głodu, bo nie wiedzą, jak to – przetrwać bez sklepu.

Boją się siebie, bo zapomnieli, że są częścią natury, a nie jej właścicielami.


A rozwiązanie?

Proste jak ślad łapy w lesie.

Zatrzymaj się.

Zamknij te wszystkie okna w głowie, które świecą i mrugają.

Wyjdź w las. Zdejmij buty. Poczuj ziemię.

Zrób wszystko aby mieć swój kawałek podłogi — ziemi. Sadź i miej zwierzęta. 

Odrzuć strach. Jednocz się. 

Zjedz coś, co urosło, a nie zostało wyprodukowane.

Zrób coś, co ma sens, a nie „zasięg”.


Zdrowie nie jest w aptece, tylko w prostocie.

Spokój nie jest w systemie, tylko w sercu.

Życie nie jest po to, żeby się „udało” – tylko żeby było prawdziwe.


Wilk mówi:


Ludzie, wróćcie do lasu – choćby w myślach.

Bo dopóki pamiętacie, jak pachnie wiatr,

dopóty nie wszystko jest jeszcze stracone.


 - Samotny Wilk