— Dziadku… a dokąd idziesz z tą różą?
— Idę do Babci, wnusiu.
— Ale… Babcia przecież nie żyje… już cztery miesiące jej z nami nie ma…
— Wiem, skarbie. Bardzo dobrze to wiem. Każdego dnia mi jej brakuje.
— To po co jej ta róża? Przecież ona już jej nie zobaczy…
— Bo miłość, dziecko, to nie są tylko kwiaty, gdy ktoś żyje. To nie są tylko słowa, póki ktoś oddycha. Prawdziwa miłość to wierność nawet wtedy, gdy świat mówi: „Nie musisz już”.
— Ale przecież Babcia już nic nie czuje…
— A ja czuję. Czuję każdego dnia.
Czuję pustkę obok mnie w łóżku. Czuję ciszę przy porannej kawie. Czuję brak jej śmiechu, jej głosu, jej spojrzenia…
A jednak w sercu czuję ją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Obiecałem jej, gdy brała mnie za rękę: „Będę Cię kochał zawsze. Nawet gdy odejdziesz.”
I ja słowa dotrzymuję. Dlatego co tydzień przychodzę, siadam przy jej grobie, kładę tę różę, opowiadam, co u mnie. Może mnie nie słyszy… a może słyszy lepiej niż wszyscy na tym świecie.
Bo miłość nie umiera. Nie kończy się na cmentarzu. Nie kończy się, gdy ktoś zamknie oczy.
Prawdziwa miłość trwa…
Do ostatniego oddechu. I jeszcze dłużej.
— Dziadku…
— Tak, wnusiu?
— Kiedyś… jak dorosnę… też chcę kochać tak, jak Ty.
— Tego Ci z całego serca życzę. Bo tylko taka miłość ma sens. ❤️
~ Mateusz Wojciech Brzeszkiewicz
