Listopad w sercu miłość targa,
Wiatrem zmiennym, deszczem rzęsistym.
To, że cię wciąż kocham,
Jest dla mnie faktem oczywistym.
Gdzieś w oddali pohukuje sowa,
A moja miłość —
Zmoczona, smutna —
W mroku się chowa.
Otul ją ciepłem, niech nie umiera,
Ona jest wobec ciebie szczera.
Przyszło nam żyć w oddali,
Lecz widzę, że w twych oczach
Wciąż namiętność się pali.
Blaskiem serca rozgrzewa nasze ciała,
Robisz wszystko,
Bym w twych objęciach drżała.
Czuję na twarzy twój oddech cichy,
Za ścianą słyszę czyjeś śmichy-chichy.
Jesteś dla mnie wszystkim,
Czego do życia potrzebuję —
Bez opamiętania cię miłuję.
Nie pozwól mej miłości
Przeziębić się o tej porze,
Zwłaszcza teraz,
Gdy plucha na dworze.
Kochaj w szaleństwie —
Niech równowaga z tego wzrośnie.
Chcę, byśmy już teraz
Pomyśleli o wiośnie.
W listopadowym chłodzie
Moja miłość się nie zmieni,
Chociaż już marzy
O soczystej zieleni.
W twoich ramionach wszystko jest możliwe —
Uwielbiam, gdy zwracasz się do mnie pieszczotliwie.
Zrozumiałam, że nie muszę o nic się bać,
Bo obiecałeś, że twoja miłość
Będzie wiecznie trwać.
I nie przeminie
Jak romans w kinie.
