Listopad. Miesiąc świadomości zdrowia psychicznego.
Wiesz, jak to jest, gdy budzik dzwoni, a ty patrzysz w sufit i myślisz: „kurwa, po co?”.
Nie dlatego, że coś boli. Tylko dlatego, że nie czujesz już nic.
Nie masz siły, ale nie chcesz też się poddać.
Bo gdzieś głęboko w środku, pod tym całym zmęczeniem, siedzi jeszcze coś, co mówi: „wstawaj, stary”.
Depresja to nie zawsze płacz i ciemne pokoje.
Czasem to uśmiech, który zakładasz jak maskę, żeby nikt nie zauważył, że w środku się rozsypujesz.
To gadka o planach, których nie masz, i „spoko, dam radę”, kiedy wcale nie dajesz.
To cisza, w której wszystko aż krzyczy.
Ale wiesz co?
To, że jeszcze tu jesteś, że nadal oddychasz, to już znak, że coś w tobie walczy.
Może ledwo, może na kolanach, może z kurwami pod nosem, ale jednak walczy.
I nie musisz być twardzielem 24/7.
Nie musisz mieć wszystkiego pod kontrolą.
Bo prawdziwa siła to nie udawanie, że wszystko jest ok.
Prawdziwa siła to przyznać, że czasem nie jest - i mimo to iść dalej.
Więc jeśli ten listopad znowu przychodzi ciężki jak beton na klacie,
to pamiętaj - nie jesteś sam.
Oddychaj.
Zadzwoń do kogoś.
Wyjdź z domu.
Zrób ten jeden mały krok, choćby miał być zrobiony wkurwiony.
Bo dopóki idziesz, dopóty życie jeszcze ma sens.
Nawet jeśli dziś tego nie czujesz.
