Już nie śmiali się z tych samych rzeczy.
Nie kłócili się tak namiętnie jak dawniej — bo nawet złość wymaga iskry. Zostały przyzwyczajenia, wspólne rachunki i wspomnienia, które bardziej męczyły, niż koiły.
Kiedyś byli ogniem, teraz są popiołem, który udaje, że jeszcze grzeje. Nie dlatego, że przestali się kochać — ale dlatego, że przestali się widzieć. Już nie patrzyli na siebie tak, jak kiedyś.
Nie było w tym gniewu, nie było nawet bólu — tylko cisza, która mówiła za nich.
Kiedyś potrafili rozmawiać spojrzeniem, a teraz każde z nich patrzyło gdzieś obok, jakby w innych światach.
Nie wydarzyło się nic wielkiego — żadnej zdrady, żadnego dramatycznego końca. Po prostu pewnego dnia przestali tęsknić, a potem przestali próbować.
Miłość nie zawsze kończy się hukiem.
Czasem po prostu gaśnie jak świeca — powoli, spokojnie, zostawiając w powietrzu zapach czegoś, co kiedyś było ciepłem.
✍️ Co w mojej duszy gra
