Nie przyszłaś.
Nie przyjdzie nikt.
To jest fakt – zimny, twardy, jak beton.
Moje serce krwawiło w milczeniu,
a świat tylko udawał, że nie słyszy.
Każda obietnica była kłamstwem,
każde „zostań” – pułapką dla naiwnych.
Zostałam sama z własnymi myślami ,
które śmieją się z mojej wiary.
Nie ma ratunku, nie ma pocieszenia.
Jest tylko ja, i pustka, która nie zna litości.
Czasem myślę, że szczęście istnieje…
ale nie dla mnie.
Nie dla kogoś, kto nauczył się kochać ciszę,
bo tylko ona nie zdradza.
I tak stoję przy oknie,
nie czekając już na światło.
Bo nawet gdyby przyszło –
nie byłoby nikogo, kto by je zauważył.
Nie ma drzwi, nie ma nadziei, jest tylko cisza.
Zdj.z netu
