Są słowa, które zostają w dziecku na całe życie.
Nie dlatego, że są prawdą — tylko dlatego, że zostały powiedziane przez kogoś, kogo ono kochało i od kogo było zależne.
Krzyk dorosłego potrafi zamienić się w ciszę dorosłego życia:
ciszę potrzeb, ciszę emocji, ciszę zaufania do siebie.
To nie dzieci są „wrażliwe”.
To raniące słowa są zbyt ciężkie jak na małe ramiona.
Dorastamy, ale echo tego, co usłyszeliśmy, potrafi brzmieć dalej.
Dlatego dorośnięcie nie zawsze znaczy uzdrowienie.
Czasem oznacza dopiero początek pracy nad ranami, które nie powinny były powstać.
Jeśli dziś leczysz w sobie to, czego nie dostałaś/dostałeś — to nie słabość.
To odwaga.
I przerwanie łańcucha, który miał trwać kolejne pokolenia.
