Życie to trochę jak aplikacja, w której nikt nie czyta regulaminu.
Klikasz „akceptuj”, bo wszyscy klikają, a potem dziwisz się, że nagle aktualizacja wymaga więcej cierpliwości, mniej snu i trochę odwagi do rozmowy z samym sobą.
Co gorsza — nie da się jej odinstalować. Można tylko uczyć się obsługi na bieżąco.
Czasem działa płynnie, czasem zawiesi się w najmniej odpowiednim momencie,
a czasem po prostu wyświetli komunikat: „spróbuj ponownie jutro”.
I wiesz co? To w sumie dobrze. Bo dzięki temu, zamiast perfekcyjnie działać, uczymy się — z uśmiechem, z błędami, ale po swojemu.
