„To była nasza pierwsza randka. Ręce pociły mi się tak mocno, że przez całą drogę do niej a później do miejsca, do którego chciałem ją zabrać, bałem się co będzie w momencie, kiedy wezmę ją za rękę albo ona mnie. Na randkę zaprosiłem ją jeszcze miesiąc temu, ale czas, nauka i brak funduszy nie pozwoliły mi doprowadzić do tego momentu wcześniej niż dzisiaj. Podjechałem pod jej dom równo o godzinie 21. Byłem zestresowany nie tylko tym, że idę z piękną kobietą na spotkanie, ale chyba bardziej tym, że zabrałem a może „pożyczyłem” od ojca auto. Mój tato był dziany, ale kasę trzymał mocno przy sobie. Ani ja ani moja siostra nigdy nie odczuliśmy tych milionów na koncie. Ojciec był zdania, że on do tego doszedł nie jego dzieci. Jeździł naprawdę super autem i każdy w mieście je znał. Wybrałem ten dzień, bo wrócił pijany z delegacji i małe szanse, że się obudzi. Moja mama, najukochańsza kobieta pod słońcem, miała mnie kryć. Czekałem na Anie chwile i kiedy stanęła w drzwiach swojego domu w tej pięknej, czerwonej, dziewczęcej sukience, zakryta lekko zarzuconą na ramiona jeansową kurtką i w białych adidasach, które idealnie współgrały z jej opalenizną, zaniemówiłem. Zabrałem ją na sens filmowy, kina letniego w plenerze. Wiem, że może to zły pomysł jak na pierwszą randkę, bo w kinie raczej nie ma okazji do rozmowy, ale ja jeszcze potrzebowałem czasu na oswojenie się z tą myślą, że taka kobieta jak ona jest tu ze mną. Po seansie poszliśmy się przejść. Chciałem złapać ją za rękę, ale w głowie miałem moje spocone ręce. Pięknie pachniała. Jej śmiech to melodia na moje uszy a biel zębów mógł oślepić. To była dziewczyna, w której kochał się każdy uczeń mojego liceum i nie tylko. Kiedy odwiozłem ją do domu, zadałem jej odważne jak na mnie pytanie.
- Dlaczego akurat ja? Masz tylu adoratorów, mogłabyś mieć każdego, a poszłaś na randkę właśnie ze mną.
- Pamiętasz naszą wycieczkę klasową pod namioty? Kiedy okazało się, że nie wzięłam śpiwora i wszyscy a szczególnie dziewczyny, śmiały się, że płacze i histeryzuje?
- No jasne, że pamietam, przecież...
- No właśnie, jako jedyny do mnie podszedłes i oddałeś swoj śpiwór. Wcale o to nie prosiłam, bo nie płakałam dlatego, że go zapomniałam, ale tamtego dnia dowiedziałam się o bardzo przykrej dla mnie sprawie. Tylko Ty mnie nie zaszufladkowałeś i po ludzki zrozumiałeś, a nie oceniłeś. To dlatego zgodziłam się na randkę z Tobą. Na następnej nie zabieraj mnie do kina, chce Cię poznać.- mrugnęła do mnie okiem i odeszła w kierunku swojego domu. W ostatniej chwili odwróciła się i dodała - Janek! Trzymam kciuki żeby ojciec się nie dowiedział, że wziąłeś jego auto. - uśmiechnąłem się do niej, później do siebie i ruszyłem w kierunku domu.”
