Kiedyś siedzę z kumplem na ławce, piwko bezalko w ręce, słońce zachodzi, a on nagle odpala: - Stary, czemu ludzie mają wszystko, a dalej narzekają? I wiesz co? Trafił w punkt. Bogaty jęczy, że go inflacja gryzie. Typ z wolnym czasem płacze, że nie ma kiedy żyć. Facet, co tyłka z kanapy nie rusza, opowiada, że jest przemęczony. A zdrowa laska googluje sobie choroby, bo może coś mam. A obok? Gość, który w portfelu ma więcej paragonów niż pieniędzy, podaje ci rękę, zanim zdążysz poprosić. Kobieta z dzieckiem na rękach i tysiącem spraw na głowie – zapyta, jak się trzymasz. Typ w robocie od świtu do nocy – jakoś zawsze znajdzie chwilę, żeby ci pomóc. Bo on wie, jak to jest nie mieć. Jak to jest, kiedy boli. Jak to jest, gdy nikt nie zadzwoni, nie zapyta, czy żyjesz. I nie chodzi o to, żeby być męczennikiem. Chodzi o to, żeby nie być dupkiem. Nie mierz ludzi tym, co mają w kieszeni. Mierz ich tym, co mają w sercu – i czy jeszcze potrafią je dać, nawet jak sami mają pod górkę. Bo wiesz, życie to nie wyścig po złoto. To bardziej jak walka o to, żeby nie zgubić siebie po drodze. Więc jak masz siłę – pomagaj. Jak masz luz – dawaj czas. A jak masz tylko jedno dobre słowo – to też daj. Bo czasem "wszystko", to po prostu ktoś, kto Cię wysłucha. - Adwokat Diabła