Stary, pamiętam jak kiedyś stałem w kolejce do żabki, lekko zmęczony życiem – jak to bywa. Przede mną gość w garniaku za milion monet, perfumy chyba kosztowały więcej niż mój cały outfit. Patrzył na ekspedientkę, jakby była powietrzem. Ani „dzień dobry”, ani „dziękuję”, jakby miał w dupie cały świat, bo karta mu nie pęka na płatność powyżej 500. A zaraz za mną babcia – starsza, z laską, plecak ledwo zipie. Patrzy na mnie i mówi: „Synku, puścisz mnie? Mam tylko bułkę i pasztet.” I wiesz co? Puściłem. I pogadaliśmy. I wyszło, że babcia kiedyś była pielęgniarką. Uratowała więcej ludzi niż niejeden lekarz z tytułami po ścianie. I wtedy mnie jebło: To nie dyplomy robią człowieka. Nie kasa. Nie zasięgi na Instagramie. Tylko to, jak traktujesz drugiego człowieka, jak się zachowasz, gdy nikt nie patrzy. Możesz być po zawodówce, a mieć więcej klasy niż rektor uczelni. Możesz jeździć passatem z 2003, a mieć większe serce niż koleś w nowym merolu. Bo szacunek się daje, nie kupuje. Dobroci nie udasz. A człowieczeństwo? Albo je masz, albo jesteś pustą wydmuszką w ładnym opakowaniu. Więc jak masz dziś gorszy dzień i myślisz, że jesteś „nikim” – to weź, pierdol to. Nie musisz być kimś w oczach świata, żeby być kimś dla ludzi. Bądź dobry. Bądź prawdziwy. Bądź człowiekiem. Reszta przyjdzie. - Adwokat Diabła