Wiesz co jest najbardziej popierdolone w tych czasach? Że mamy wszystko na wyciągnięcie ręki. Telefon, net, lajki, followy, stories. Jednym jebanym kliknięciem możesz pogadać z kimś z drugiego końca świata. A mimo to… ludzie są samotni jak nigdy. Samotność w czasach pełnych połączeń. Ironia? Nie, to dramat. Człowiek człowiekowi stał się algorytmem. Lajk tu, serduszko tam, emoji-smuteczek, emoji-wsparcie. Ale jak ci się grunt pod nogami wali - to możesz sobie tym serduszkiem dupę podetrzeć, serio. Nie umiemy już gadać. Nie umiemy słuchać. Za to każdy chce napierdalać swoją mądrość jak z armaty. Przyjaciele? Masz ich niby setki w kontaktach. Ale wyloguj się na chwilę. Zniknij. Zobaczysz, kto naprawdę zapuka do twoich drzwi. Spoiler alert: może jeden. Może żaden. A my dalej patrzymy w te ekrany, śledzimy życie celebrytki, która nie wie, że istniejemy, a nie widzimy, że kumpel obok tonie. Siedzi, milczy, z oczami jak latarnia we mgle, a ty mu lajkujesz mema. Więc może kurwa... czas się obudzić? Odłóż telefon. Popatrz komuś w oczy. Zrób kawę staremu znajomemu. Zamiast scrollować, zapytaj: „Jak się trzymasz, serio?” Nie "co słychać", tylko tak... z serducha. Bo człowieczeństwo to nie hasztag. To obecność. Szczerość. Bycie, a nie bywanie. I nie - nie jestem święty. Też się czasem gubię w tym cyfrowym burdelu. Ale próbuję. Bo wiesz co? Ten świat nie zmieni się lajkami. Zaczyna się od rozmowy. Od jednego "hej, jestem tu, jeśli trzeba". I Ty też możesz to zrobić. Dzisiaj. Teraz. Tylko się, kurwa, zdecyduj być człowiekiem. Nie followerem. - Adwokat Diabła