Wiesz co? Obudziłem się dziś rano, spojrzałem w lustro i mówię do siebie: Stary, albo robisz swoje, albo znowu dasz się życiu przetoczyć jak placek po chodniku. I wtedy coś we mnie pękło. Dość. Pierdolę strach. Nie dlatego, że się nie boję. Boję się non stop – ale robię swoje. I to jest ta różnica. Nie wyjdzie? Trudno. Zbieram się z asfaltu, otrzepuję kolana i cisnę dalej. Bo tak działa życie. Albo jesteś graczem, albo statystą we własnym filmie. Tych wszystkich toksycznych ludzi, którzy tylko pierdolą i ciągną cię w dół? Wyjebałem jak stare skarpetki. Nie jestem śmietnikiem na cudze frustracje ani workiem treningowym dla cudzych kompleksów. Szanujesz mnie – super. Nie szanujesz – wypierdalaj. I powiem Ci coś jeszcze. Nie będę się już nikomu narzucał. Jak ktoś nie chce być blisko – droga wolna. Czas to waluta bez zwrotu, więc daję go tylko tym, którzy go doceniają. A reszta rzeczy? 90% spraw, którymi się przejmujemy, to gówno nie warte nerwów. Więc zamiast analizować jak popierdolony szachista, po prostu robię swoje. Nie żyję wczoraj – to już było. Nie żyję też w koszmarnych „a co jeśli...” – bo to się jeszcze nie wydarzyło. Jestem tu. Teraz. I robię z tego momentu coś zajebistego. A reszta? Niech gada, niech hejtują, niech się ślinią z zazdrości. Ich wybór. Ja wybieram żyć. Z pasją. Z wiarą. Z tym, co mam – i dla tych, których naprawdę kocham. Bo wiesz co? Na końcu liczy się jedno: Czy miałeś jaja żyć naprawdę. Więc rusz tyłek, zrób coś szalonego, zaryzykuj, walcz o siebie. I pamiętaj – czas leci. Nie czeka. A życie jest za krótkie, żeby nie żyć po swojemu. - Adwokat Diabła