Wiesz kiedy się obudziłem? Jak znowu siedziałem na telefonie o 23:47, słuchając jak ktoś pierdoli, że "już ostatni raz mnie potrzebuje". A ja – jak ten debil – znowu w gotowości. Bo przecież mam dobre serce, nie? I wtedy mnie jebło jak z bejsbola: ile razy jeszcze dam się wydoić, zanim sam zdechnę z wyczerpania? Bo prawda jest taka, że im bardziej się starasz, tym bardziej Cię ludziom nie szkoda. Jesteś miły? To będą wchodzić Ci na łeb. Jesteś wyrozumiały? To będą Cię testować. Pomocny? To stajesz się ich jebanym narzędziem. Dźwignią do ich wygody. I nie chodzi o to, żebyś przestał być dobrym człowiekiem. Nie. Tylko żebyś kurwa w końcu nauczył się mówić NIE. Nie jesteś wycieraczką. Nie jesteś darmowym terapeutą. Nie jesteś chłopcem na posyłki. Jesteś SOBĄ. Gościem, który ma prawo postawić granicę. Pokazać środkowy palec tym, co widzą w Tobie tylko swój zysk. I wiesz co? Jak zaczniesz odmawiać, to część ludzi się obrazi. I bardzo dobrze. Niech spierdalają. Szybciej zobaczysz, kto był przy Tobie, a kto przy tym, co od Ciebie dostawał. Szanuj siebie. Bo jak Ty siebie nie szanujesz, to nikt tego za Ciebie nie zrobi. Masz być dobrym człowiekiem – ale nie naiwnym frajerem. Masz pomagać – ale nie kosztem siebie. Masz świecić – ale nie płonąć dla kogoś, kto nawet nie przyniósł drewna. Pamiętaj – to Ty jesteś scenarzystą swojego życia. Nie aktorem w cudzym serialu. - Adwokat Diabła