Kiedy kobieta zakochuje się w późniejszych etapach swojego życia, nie jest to ani pożądanie, ani oznaka moralnej słabości. Jest to raczej uduchowiony krzyk jaźni, który został dawno pogrzebany pod ciężarem obowiązków, ról rodzinnych i oczekiwań społecznych. Jest to ciche przebudzenie - kobiety, która żyła dla wszystkich innych, a teraz, być może po raz pierwszy, stara się poznać samą siebie. W tym wieku kobieta nie pragnie powierzchownego uczucia czy przelotnego romansu. Tęskni za głębią - za kimś, kto może spojrzeć jej w oczy i odczytać jej zmęczenie, kto może usłyszeć niewypowiedziane słowa w jej ciszy. To, czego szuka, to nie fizyczne towarzystwo, ale duchowe połączenie - takie, które odżywia jej duszę, uspokaja jej umysł i przynosi jej spokój. Ten rodzaj miłości staje się dla niej nowym świtem - przestrzenią, w której może znów się uśmiechnąć, znów poczuć, że żyje i na nowo odkryć swoją kobiecość bez wstydu, poczucia winy czy strachu przed osądem. Przypomina jej, że jest kimś więcej niż tylko matką, żoną czy opiekunką. Jest kompletną duszą, godną bycia widzianą, rozumianą i głęboko kochaną. Prawdziwa miłość nie przychodzi, patrząc na wiek - wyłania się z głębi serca i duszy. A miłość, która przychodzi w późniejszych latach życia, jest często najczystsza, najszczersza i najgłębsza. Nie jest głośna ani zarozumiała - jest jak modlitwa: cicha, święta i głęboko boska. Taka miłość ponownie łączy ją z esencją tego, kim naprawdę jest. - źródło: Dakoria