Nie jestem święty. Nie będę tu udawał świętoszka. Ale jedno wiem na pewno — że to, co dziś nazywacie „wolnością”, to często tylko ucieczka. Przebrana w filtry, pewność siebie i milczenie rano po wszystkim. Tinder. Pierwsza randka, pierwszy drink, pierwszy seks. I koniec. Bez emocji, bez słowa, bez powrotu. Jakby to było normalne. Jakby tak miało być. Ale to nie jest wolność. To pustka w przebraniu. Zaczyna się od braku zasad, a kończy na tym, że nikt już nie potrafi kochać. Bo żeby kochać, trzeba mieć coś więcej niż ciało. Trzeba mieć serce, które boli… A wielu z nich już dawno odcięło serce, żeby „nie cierpieć”. I teraz krążą jak cienie. Z łóżka do łóżka. Z rozmowy w emoji. Z jednej randki na kolejną, nie pytając o imię, tylko o godzinę. Myślą, że są silni. Że mają kontrolę. Ale prawda jest taka, że boją się bliskości bardziej niż samotności. Bo bliskość wymaga odwagi. Zasady wymagają odwagi. A dziś wszyscy chcą iść na łatwiznę. Nie, to nie jest odwaga, że sypiasz z kimś po godzinie. To jest pusta próba udowodnienia, że coś czujesz… kiedy nie czujesz nic. A najgorsze jest to, że zaczynacie wierzyć, że to normalne. Że tak wygląda miłość. Ale to nie miłość. To samotność we dwoje. I brak szacunku do siebie i swojego ciała. 🩸 Czerwony