Widzisz gościa, wchodzisz w rozmowę, a on jakby miał kij w dupie. Chłodny, zdystansowany, zero emocji, jakby miał wszystko w dupie. I wiesz co? To nie dlatego, że jest chujem. On po prostu swoje już przeżył. Za każdym razem, kiedy dawał z siebie wszystko – był rozczarowywany. Kiedyś miał serce na dłoni, serio. Wchodził w relacje na 100%, wierzył w ludzi jak dzieciak w świętego Mikołaja. I za każdym razem dostawał z liścia. Albo gorzej – wbijali mu nóż, kiedy się odwracał. Bo ufał. Bo kochał. Bo wierzył, że jak on się stara, to inni też będą. I wiesz, co zrobił? Zbudował mur. Nie taki z cegieł, tylko z chłodu, z udawania, że nic nie rusza. Taki mechanizm obronny – „Nie pokażę, że mi zależy, to mnie nie zranią”. I nagle zaczyna grać twardziela, choć w środku serducho mu krwawi. Ale to nie znaczy, że nie czuje. Wręcz przeciwnie – on czuje wszystko mocniej niż ktokolwiek. Tylko już nie chce ryzykować. Bo ile razy można się podnosić z gleby? W dzisiejszym świecie, gdzie relacje to często chwilowy interes, a emocje są traktowane jak słabość – tacy ludzie to nie twardziele, to wojownicy po przejściach. Z pęknięciami, z bliznami, ale dalej idą. Bo życie ich nie złamało – tylko nauczyło, żeby być ostrożnym. I wiesz co jest najpiękniejsze? Że właśnie tacy ludzie – ci „zimni”, „obojętni”, „trudni” – mają najwięcej do dania. Kochają najmocniej. Są lojalni jak cholera. Tylko trzeba to wydobyć, nie spieprzyć zaufania, które ledwo skleili do kupy. Więc jak spotkasz kogoś, kto wydaje się nieprzystępny – nie oceniaj od razu. Może właśnie on potrzebuje najbardziej tego, czego nigdy nie dostał – prawdziwej bliskości. Czułości bez fałszu. Akceptacji bez warunków. Bo im ktoś bardziej się broni przed miłością, tym mocniej jej pragnie. I kurwa – niech to będzie przypomnienie, że warto być dobrym człowiekiem, nawet w popierdolonym świecie. - Adwokat Diabła