Pamiętam ten moment jak dziś. Siedziałem na balkonie, zmęczony życiem, z papierosem, którego nawet już nie chciałem. Patrzyłem w noc, w ciszę, która wcale nie była spokojna – bo we mnie był pierdolony huragan. Zegar tykał. A ja uświadomiłem sobie, że on nie ma dla mnie litości. Nie zatrzymuje się, nie pyta czy już ogarniam. Po prostu zapierdala. Każda sekunda to decyzja – czy będziesz kimś, czy znikniesz jak setki innych, którzy tylko mówili, że „kiedyś coś zrobią”. Wiesz, co zrozumiałem? Że nikt mi nie da drugiego życia. Że jeśli sam nie wezmę odpowiedzialności za siebie, to nikt tego nie zrobi. Ani stara, ani dziewczyna, ani nawet przyjaciele. Bo każdy ma swoje życie. I to nie jest ich obowiązek – to jest mój zasrany obowiązek. Więc od tamtego dnia zacząłem się składać na nowo. Powoli. Po kawałku. Jak puzzle z odzysku. Najpierw ogarnąłem głowę – bo jak masz syf w bani, to choćbyś miał milion na koncie, to i tak będziesz wrakiem. Potem ciało – nie po to, żeby wyglądać jak z reklamy, tylko żeby mieć siłę, żeby nie pękać przy pierwszym potknięciu. I wiesz co? Dopiero jak poczułem, że jestem swoim własnym fundamentem, to mogłem coś dać innym. Bez tego byłem tylko ciężarem. Jak zdezelowany plecak, co ciągnie w dół każdego, kto spróbuje go podnieść. Ludzie często nie kumają jednej rzeczy – że zdrowy egoizm to nie egoizm. To konieczność. Bo jak Ty się rozpadniesz, to nikt inny się nie złoży za Ciebie. A każda relacja – z kobietą, z rodziną, z kumplem – działa tylko wtedy, gdy obie strony chcą iść w tym samym kierunku. Bez tego to tylko teatr jednej osoby. I to, kurwa, dramat. Dlatego dziś wiem: Nie jesteś swoimi pieniędzmi. Nie jesteś swoim statusem. Jesteś tym, jak traktujesz innych i siebie. Możesz nie mieć złamanego grosza, a być bogatszy niż niejeden milioner. I odwrotnie – możesz mieć wszystko, a nie być wart nawet splunięcia. I jeszcze jedno – nie szukaj akceptacji wszędzie. Bo prawda jest taka, że niektórzy ludzie nigdy Ci nie wybaczą tego, że wstałeś. Że się nie poddałeś. Że robisz swoje. Tacy będą pluć, oceniać, śmiać się. I wiesz co z nimi? Miej ich kurwa w dupie. Za to ci, co zostają, gdy nie jest kolorowo – to jest Twój skarb. Dbaj o nich. Kochaj ich. I pokazuj, że warto było na Ciebie postawić. Bo życie, ziomek, jest jedno. I choć zegar dalej zapierdala… to teraz ja też. - @Adwokat Diabła