"Wiesz co mnie kiedyś uderzyło?" Stałem na pogrzebie kumpla. Gość, z którym kiedyś piłem piwo, śmiałem się do łez i dzieliłem marzenia, leżał w trumnie. Wokół – morze kwiatów, łzy, szeptane wspomnienia. I wiesz co? Wtedy mnie jebło – ilu z tych ludzi nie odezwało się do niego przez ostatnie lata? Ilu miało go w dupie, kiedy żył, ale teraz płacze i robi z siebie świętego? Ja też byłem w tej liczbie. Przegapiłem momenty. Miałem zadzwonić. Miałem wpaść. Miałem wysłać chociaż pieprzonego mema. I nie zrobiłem nic. A teraz stoję jak idiota i słucham przemowy, jakby miała coś naprawić. Dlaczego, kurwa, tak jest, że budzimy się dopiero przy trumnie? Że dajemy kwiaty, kiedy już nie ma komu ich powąchać? Że nie mamy czasu na ludzi, kiedy żyją, ale mamy wolny weekend na stypę? Ludzie są dziwni. Zamiast powiedzieć "kocham", czekają, aż będzie za późno. Zamiast przytulić – trzymają dystans. Zamiast zadzwonić – scrollują. A potem stoją z żalem i winą, której nie da się już wymazać. Ale wiesz co? Ja pierdolę ten schemat. Ja chcę inaczej. Bo życie jest teraz. Nie po śmierci, nie na cmentarzu. Teraz. Zacząłem dzwonić. Odwiedzać. Mówić głośno, co czuję. Nie, nie zawsze to łatwe. Ale cholera – wolę głupio się odezwać niż milczeć do końca życia. Nie czekaj, aż ktoś odejdzie, żeby przypomnieć sobie, jak był ważny. Zrób to dzisiaj. Teraz. Po prostu weź telefon. Wyślij wiadomość. Przytul. Powiedz, że kochasz. Nawet jak to dziwne. Nawet jak głupie. Bo to nie śmierć jest święta. Święte jest życie. A życie to ludzie. Ci, których masz obok. Nie spierdol tego, co jeszcze możesz naprawić. - Adwokat Diabła