Wyobraź sobie, że dziś wieczorem... KONIEC. Finito. Zgasło światło. Kurwa, dziękujemy za udział, czas minął. I co? Będziesz leżał na tym łożu śmierci i żałował, że miałeś zajebisty pomysł, ale go nie zrobiłeś, bo bałeś się, co powie Grażyna z biura? Że chciałeś rzucić toksyczną relację, ale stwierdziłeś, że "może jeszcze się zmieni"? Że nie zrobiłeś sobie tej pierdolonej tatuaży, nie tańczyłeś w deszczu, nie powiedziałeś komuś: "Kocham cię, ty durniu!"? Co wtedy, co? Przestanie mieć znaczenie, czy ktoś Ci dał lajka, czy matka sąsiada powiedziała, że "taki duży chłop, a nadal szuka siebie". Bo jak się zbliża koniec, to masz jedną myśl: „Czemu, do kurwy nędzy, nie żyłem jak chciałem?” Więc zrób mi tę przysługę i weź się ogarnij. Nie jutro. Nie od poniedziałku. TERAZ. Wywal z życia tych, co wiecznie mają pretensje do świata. Wypierdol te wszystkie "musisz", "wypada", "co ludzie powiedzą". Ty nie jesteś z plasteliny. Jesteś z krwi, potu i jebanej pasji, która czeka, aż w końcu ją uwolnisz. Chcesz spróbować czegoś nowego? Rób. Chcesz rzucić robotę, która cię zabija od środka? Rób. Chcesz nagrać piosenkę, pisać bloga, tańczyć na TikToku? Kurwa, RÓB. Bo wiesz co? Życie nie pyta, czy jesteś gotowy. Ono zapierdala naprzód. I zabiera ze sobą tych, co za długo czekają. Więc nie siedź na dupie. Nie scrolluj w nieskończoność. Nie mów "może kiedyś". Bo może kiedyś... już nie będzie. Masz tylko jedno życie. Więc zrób z niego coś, co nawet śmierć pochwali: „Kurde... temu to się chciało! - Adwokat Diabła