Był taki moment w moim życiu, że wszystko się we mnie zagotowało. Siedziałem sam. W ciszy. Bez fajerwerków, bez ludzi, bez „jak się masz?” I pierwszy raz nie byłem wkurwiony na świat. Tylko na siebie. Nie dlatego, że coś zjebałem. Ale dlatego, że przez lata pozwalałem innym, żeby mnie jebali bez mydła. Bo chciałem być lubiany. Bo nie chciałem być „tym złym”. Aż w końcu powiedziałem do lustra: „Albo zdechniesz jak miękki chłopiec… albo staniesz się kimś, kogo sam byś szanował.” I wtedy się zaczęło. - Adwokat Diabła