Zastanawiam się… Czy kiedyś trafisz na ten list. Może przez przypadek. Może szukając mnie, chociaż nie będziesz się do tego przed sobą przyznawać. Może za oknem będzie padał deszcz. Albo zapach świeżo zaparzonej kawy rano rozejdzie się po Twojej kuchni. Może w radiu poleci piosenka, którą Ci wysłałem gdy się poznawaliśmy — i znów poczujesz, że znasz każdą nutę... Może będziesz wtedy szczęśliwa. A może tylko dobra w udawaniu. I wtedy… Zobaczysz ten wpis. Moje słowa. Moje serce — tak wystawione, jak nigdy nie umiałem go pokazać, gdy byłaś obok. Czy poczujesz cokolwiek? Choćby ukłucie. Choćby cień wzruszenia, którego nie pozwoliłaś sobie czuć od lat. Będę wtedy gdzieś daleko, Kochanie. Może w Bieszczadach, może w hotelowym pokoju z widokiem na to co już nigdy nie wróci - między nami. Może będę trzeźwy. Albo znowu nie. Ale jedno wiem — nawet jeśli w łóżku będzie ktoś obok, to i tak zadrży mi dłoń, jeśli tylko pomyślę, że przeczytałaś. Że się zatrzymałaś. Bo piszę to z myślą, że kiedyś… może spojrzysz i nie powiesz „to już minęło”. Tylko zapytasz siebie: „Dlaczego wciąż boli?” I może choć na sekundę zatęsknisz. Nie za mną. Ale za nami. I w tej jednej sekundzie… Będę znowu Twój. Choćby tylko w myśli. Choćby już tylko na papierze. 🩸