Minął rok. Dwanaście miesięcy, trzysta sześćdziesiąt pięć dni, tysiące godzin, które miały mnie uleczyć. Mówili, że czas robi swoje, że wszystko blednie, że wspomnienia tracą ostrość. Ale ja pamiętam każdy szczegół tak, jakby to było wczoraj. Pamiętam Twój głos, kiedy zasypiałaś i mówiłaś półprzytomnie jakieś głupoty, których rano nie pamiętałaś. Pamiętam, jak robiłaś kawę — za mocną, zawsze zbyt gorzką, ale piłem, bo była od Ciebie. Pamiętam, jak zostawiałaś swoje włosy na mojej poduszce i udawałem, że mnie to denerwuje, choć tak naprawdę chciałem, żeby nigdy ich tam nie zabrakło. Rok miał mnie od Ciebie uwolnić. A ja czuję, jakby ten czas tylko uczył mnie nowych sposobów tęsknoty. Już nie płaczę tak często, nie patrzę w telefon co minutę, nie piszę wiadomości, których i tak nie wyślę. Ale wystarczy jedna piosenka, jedno zdjęcie, jedno słowo, żeby wróciło wszystko. Nie wiem, czy Ty też jeszcze pamiętasz. Może już dawno jesteś w nowym świecie, może ktoś inny zasypia obok Ciebie. A ja wciąż stoję w miejscu, z sercem pełnym szczegółów, których nie potrafię oddać. Rok temu myślałem, że rozstanie to koniec. Dziś wiem, że to dopiero początek. Początek życia, w którym nie ma Ciebie, ale wciąż jest wszystko, co po Tobie zostało. Czerwony 🩸