Nie szukam aplauzu. Nie chcę poklasku od tych, którzy sprzedadzą własne żony za parę lajków. Nie mam czasu na gadanie, które nie prowadzi donikąd. Za dużo obietnic, za mało krwi na rękach. Za dużo ludzi w mundurkach uprzejmości, co znikają, gdy zaczyna się prawdziwa robota. Byłem w tym miejscu - sam, z dymem w gardle i drzazgą nad sercem. Nauczyło mnie to jednego: prawda nie potrzebuje tłumu. Prawda ma swój ciężar i potrafi połamać plecy. Nie będę więc lekkim jak piórko, by wszystkim pasować. Nie sprzedaję się za ciszę. Nie sprzedaję się za spokój za cenę kręgosłupa. Nie sprzedaję się za uśmiechy, które kończą się, gdy robi się ciemno. Mój kod jest prosty: Stawiasz słowo - noś je. Bądź twardy - nie od złości, lecz od odpowiadania za swoje życie. Lojalność nie jest opcją - to obowiązek. Szacunek zdobywa się czynem, nie followem. Nie oczekuj, że będę miękki, gdy ty boisz się własnego cienia. Nie licz na moje obecności, jeśli zostajesz tylko dla wygody. Nie licz na moje milczenie, gdy trzeba powiedzieć prawdę. To nie jest wezwanie do wojny. To wezwanie do prawdziwości. Do podniesienia wzroku, nawet gdy wszystko krzyczy, żeby spuścić głowę. Do życia, które boli - ale coś w nim znaczy. Jeśli masz jeszcze ogień - trzymaj go. Jeśli jeszcze wierzysz w ludzi z krwi i kości - chodź. Jeśli wolisz udawać, że wszystko gra - spadaj w swoją oglupiającą strefę komfortu. My nie szukamy łatwych ścieżek. My idziemy tam, gdzie trzeba mieć łokcie. My zostajemy, kiedy inni odchodzą. My milczymy mniej, a działamy więcej. Nie poproszę o przyzwolenie. Nie proszę o aprobatę. Robię swoje - z krwią, potem i prawdą. Bo lepiej umrzeć z honorem niż żyć jak cień. Trzymaj kurs. Nie zmiękniesz, jeśli nie pozwolisz. Jeśli to manifest - niech będzie krótki i ciężki: Nie sprzedaję się. Nie kłamię. Nie uciekam. - Adwokat Diabła