Wyobraź sobie noc. Cisza. Miasto śpi, a Ty siedzisz sam, gapiąc się w ciemność. Masz wrażenie, że świat się na Ciebie uwziął. Plany poszły się jebać, marzenia uciekły jak dym, a Ty zostałeś z niczym. I wtedy przychodzi ta myśl: „Po co to wszystko? Może to nie ma sensu…” Ale wiesz co? To właśnie w takich chwilach hartuje się stal. Nie wtedy, gdy świeci słońce i wszystko idzie lekko, tylko wtedy, gdy leżysz na ziemi, ze smakiem krwi w ustach, a cały świat ma Cię w dupie. To jest moment, w którym albo wstajesz, albo zostajesz przegranym. Nie ma trzeciej opcji. Los nie jest Twoim przyjacielem, nie jest też Twoim wrogiem. On po prostu sprawdza, czy masz jaja, żeby iść dalej. I jeśli nie dasz się złamać, jeśli zacisniesz zęby i ruszysz naprzód, to nagle odkryjesz, że wszystko, co Ci zabrano, było tylko przesiewem. Że to, co miało paść – padło, żeby zrobić miejsce na coś większego. Bo życie, choćbyś go nie wiem jak wyklinał, zawsze wie, co robi. Nie zabiera Ci tego, co jest Twoje. Odsuwa tylko syf, który trzyma Cię w miejscu. Więc jak świat Cię jebnie w ziemię – wstań. Spluń krwią, popraw kurtkę i idź dalej. Bo to, co Cię czeka, potrzebuje twardziela, a nie miękkiej pizdy. - Adwokat Diabła