Pamiętasz? Zostawiłaś ją przypadkiem. Zieloną, z lekko startego plastiku, w mojej łazience, obok mojej. Śmiałaś się, że to nic takiego, że przydasz się na noc, może na dwie. A dla mnie to było coś więcej. To był znak, że zaczynamy układać wspólne życie, choćby od najmniejszego detalu. Kiedy odeszłaś, szczoteczka została. Leżała tam jeszcze długo po tym, jak spakowałaś resztę rzeczy. Stała jak wyrzut sumienia, jak pamiątka po czymś, co miało być naszym codziennym rytuałem, a skończyło się szybciej, niż zdążyliśmy uwierzyć. Nie mogłem jej wyrzucić. Bo wyrzucić ją — to jakby wyrzucić ostatni dowód, że naprawdę tu byłaś. Dziś wiem, że życie nie składa się z wielkich planów i deklaracji. Składa się z takich drobiazgów. Ze szczoteczki, z Twoich włosów w odpływie prysznica, z kubka, w którym zostawiłaś ślad po szmince. To one zostają, kiedy wszystko inne znika. Nie mam już tej szczoteczki. Ale pamięć o niej wciąż stoi w mojej łazience. I przypomina mi, że czasem najmniejsze rzeczy krzyczą najgłośniej, kiedy kogoś już nie ma. Czerwony 🩸