Wiesz, kiedyś miałem taki moment, że serio się zastanawiałem, czemu ludzie mają tyle do powiedzenia o moim życiu. Kurwa, jakby mieli subskrypcję premium na moje potknięcia. Każdy coś dopowiadał, każdy coś wiedział „lepiej”. Jakbym był ich jebanym serialem, tylko że zamiast popcornu mieli w ręku ploty. I wiesz, co mnie wtedy tknęło? Że ci wszyscy, co najgłośniej szczekają, zwykle nie wiedzą o mnie nic. Kompletnie nic. Wymyślają, bo to łatwiejsze niż spojrzeć w lustro i ogarnąć własne życie. Na początku się wkurwiałem. Chciałem się tłumaczyć, udowadniać, że nie jestem taki, jak gadają. Ale to był największy błąd. Bo dajesz im paliwo. Dajesz im energię, której sam potrzebujesz, żeby się odbudować. I w pewnym momencie powiedziałem: pierdolę to. Nie muszę nikomu niczego udowadniać. Moje życie to nie jest ich jebany kabaret. To ja piszę scenariusz i to ja decyduję, co w nim będzie. Wiesz, co się wtedy zmieniło? Cisza. Spokój. Zamiast tracić siłę na pierdolenie się z ludźmi, wziąłem się za robotę. Za siebie. Za swoje cele. Bo prawda jest prosta: im mniej pokazujesz, tym mniej mają amunicji. Im mniej im opowiadasz, tym mniej mogą przekręcić. A jak już coś pokażesz, to niech to będą wyniki, które tak głośno napierdalają, że zamykają im mordy na zawsze. Więc jeśli mam Ci coś powiedzieć od serca: żyj po swojemu. Rób swoje. Milcz i pracuj. A Twoje sukcesy niech będą Twoim najgłośniejszym krzykiem. - Adwokat Diabła