Niech gada. Niech kłamie. Niech próbuje brudzić moje imię.

To wszystko tylko dowód, jak bardzo boli go moja siła. Jak bardzo nie może znieść, że przetrwałam wszystko, co miało mnie zniszczyć.


Nie muszę się tłumaczyć. Nie muszę niczego udowadniać.

Bo ja już dawno udowodniłam — życiem, łzami, upadkami i powrotami — że jestem jak skała.

Nie do ruszenia. Nie do złamania.


Tchórz zawsze będzie krzyczał, kiedy zabraknie mu odwagi spojrzeć w oczy temu, kogo zdradził.

Zamiast przeprosić, woli kłamać. Zamiast przyznać się do winy, woli mnie oczernić.

A kiedy nie ma już kogo zranić — wraca tam, gdzie sam kiedyś został zdradzony.

Bo tylko tam czuje się wystarczająco mały, by ktoś znów mógł nim pomiatać.


Nie boję się jego słów. Bo słowa rzucane z nienawiści odbijają się ode mnie jak od kamienia.

Nie ranią mnie już.

Bo ja nie jestem tą samą kobietą, którą próbował zniszczyć.


Jestem spokojem po burzy.

Siłą po upadku.

Prawdą, której nie da się zakłamać.


Niech więc dalej szuka taniej publiczności dla swoich kłamstw

i udaje, że ma kontrolę nad życiem, które dawno mu się rozsypało.

A ja? Ja stoję prosto. Z podniesioną głową.

Bo wiem, kim jestem. I wiem, że żadne jego słowa tego nie zmienią.


The Black Lady

Dorota Piątkowska