Nie wiem, w którym momencie zaczęłam tłumaczyć się z tego, co czuję.

Z granic, które przecież są moje.

Może wtedy, gdy ktoś w imię „szacunku” próbował mnie przekonać, że to ja nie rozumiem, czym ten szacunek jest.


Na początku był czar.

Słowa, gesty, zainteresowanie.

Ten typ zaangażowania, który sprawia, że czujesz się wyjątkowa, potrzebna, doceniona.

Jakby ktoś wreszcie Cię widział.


A potem… zaczynasz mówić „nie”.

Nie chcesz się spieszyć.

Nie chcesz robić czegoś, co nie jest zgodne z Tobą.

Nie chcesz udawać bliskości, kiedy jej jeszcze nie ma.


I wtedy coś się zmienia.

Wystarczy jedno Twoje „nie”, żeby z człowieka, który jeszcze wczoraj mówił o szacunku, stał się tym, który traktuje Cię jak problem do rozwiązania.


Nie słucha, tylko naciska.

Nie pyta, tylko przekonuje.

Nie rozumie, tylko przerzuca winę: że przesadzasz, że się czepiasz, że „nie o to mu chodziło”.


A Ty?

Zaczynasz się zastanawiać, czy może naprawdę jesteś zbyt ostrożna.

Czy może przesadzasz, czy może faktycznie „psujesz coś fajnego”.

Nie - po prostu jesteś normalna.

To on jest tym, który nie rozumie, że granice nie są zaproszeniem do negocjacji.


Tacy ludzie mają jedną wspólną cechę: nie znoszą odmowy.

Twoje „nie” to dla nich osobista porażka, cios w ego.

Więc zrobią wszystko, żebyś poczuła się winna. 

Najpierw się obrażą, potem przeproszą.

Najpierw Cię zablokują, skasują Twój numer, a potem wrócą z bukietem słów.

Rollercoaster emocji — napędzany ich potrzebą kontroli.


I wiesz, co jest w tym najgorsze?

Że w tej sinusoidzie emocji zaczynasz gubić siebie.

Nie wiesz, czy reagujesz sercem, czy już tylko strachem przed tym, że znów się obrazi.


Z czasem uczysz się rozpoznawać ten schemat.

Czujesz go wcześniej - w tonie głosu, w sposobie w jakim lekceważy Twoje słowa.

I wtedy zaczynasz rozumieć, że to nie Ty byłaś trudna.

To on był za słaby, żeby zaakceptować człowieka, którego nie da się ustawić pod siebie.


Bo dla narcystycznych ludzi nie ma nic gorszego niż ktoś,

kto mówi: „Nie zrobię tak, jak chcesz. Zrobię tak, jak ja czuję.


BeZa