Wszyscy mówią:

„Świetnie sobie radzisz.”

„Pozbierałaś się.”

„Jesteś silna, twarda babka.”


A ja tylko się uśmiecham.

Bo nie wiedzą, że ta siła to nie dar, to konieczność.

Że radzę sobie, bo nie mam innego wyjścia.

Czasem marzę, żeby po prostu się zatrzymać.

Nie musieć być dzielna, rozsądna, odpowiedzialna.

Nie musieć udowadniać, że dam radę.

Coraz częściej bywają dni, że zwyczajnie nie mam już siły.


Wracam z pracy, padam na łóżko i czuję, jak zmęczenie wżera się we mnie od środka.

Nie w mięśnie, a w duszę.

Czuję, jakbym niosła na plecach cały świat, którego nikt nie widzi.


Nie potrzebuję litości.

Nie chcę słyszeć, jaka jestem silna.

Chciałabym tylko, żeby ktoś spojrzał na mnie i powiedział: „Już wystarczy. Odpocznij. Ja się tym zajmę.”


Bo siła to nie cudowna cecha, to mechanizm przetrwania.

A ja już nie chcę tylko przetrwać.

Ja chcę żyć! Naprawdę żyć!


Chcę w końcu poczuć wiatr na twarzy i nie myśleć czy wystrczy do końca miesiąca.

Chcę usiąść spokojnie z kubkiem kawy, bez myśli, że coś jeszcze muszę, że znowu nie zdążę.

Chcę w końcu cieszyć się życiem, a nie tylko przez nie przechodzić.


Nie jestem słaba, jestem po prostu zmęczona byciem silną każdego dnia


BeZa