Nie potrzebuję fajerwerków.
Nie muszę nikomu udowadniać, że potrafię.
Nie mam już czasu, żeby się tłumaczyć tym,
którzy i tak nigdy nie zrozumieją.
Wiem jedno - nikt za mnie życia nie przeżyje.
Ludzie gadają, pierdolą głupoty,
oceniają, porównują, patrzą z góry -
a potem wracają do swojego pustego dnia,
w którym nie ma nic poza narzekaniem.
Ja już nie gram w tę grę.
Nie chcę być lubiany, chcę być skuteczny.
Nie potrzebuję aprobaty, tylko spokoju w głowie.
Codziennie wstaję i robię swoje.
Czasem bez motywacji, czasem ze zmęczeniem w oczach,
ale z jednym przekonaniem -
albo to życie wezmę za ryj, albo ono weźmie mnie.
Nie szukam dróg na skróty.
Nie interesują mnie lajki, opinie, czy plotki.
W dupie mam, kto mnie lubi, a kto nie.
Bo gdy wszyscy będą gadać,
ja dalej będę zapierdalał do przodu.
Bo w tym wszystkim nie chodzi o to, żeby błyszczeć.
Chodzi o to, żeby przetrwać, wytrwać i wygrać.
Po cichu. Skutecznie. Z charakterem.
Więc jeśli to czytasz -
weź się w garść. Nie jutro. Dziś.
Zaciśnij zęby, ogarnij głowę,
i przypomnij sobie, po co to wszystko zacząłeś.
Bo życie nie czeka.
Albo robisz, albo stoisz.
A ja - robię.
