Nie upadłem raz.
Upadłem sto.
Ale wiesz co? Każdy z tych upadków był lekcją, nie końcem.
Były momenty, kiedy myślałem, że to już koniec.
Że nie dam rady, że wszystko się rozjebało.
Ale właśnie wtedy życie sprawdzało, czy naprawdę chcę iść dalej.
Nie potrzebuję już głośno krzyczeć, żeby ktoś mnie zauważył.
Nie muszę nikomu nic udowadniać.
Bo jak przejdziesz przez piekło – to już nie boisz się ognia.
Zrozumiałem, że nie każdy, kto był obok, był ze mną.
Nie każdy, kto się uśmiechał, życzył dobrze.
Ale dzięki temu wiem, komu mogę spojrzeć w oczy, a komu tylko w lustro.
Dziś nie szukam aprobaty.
Szukam spokoju.
I kurwa… pierwszy raz w życiu naprawdę wiem, kim jestem.
