Wiesz… całe życie próbowałem być taki, jak chcieli inni. Garnitur, uśmiech, "dzień dobry, do widzenia". Udawałem, że mi to pasuje, że jestem normalny. I wiesz co? Czułem się jak trup chodzący po ulicy. Zero życia, zero jaja. Któregoś dnia usiadłem sam, zapaliłem fajkę, patrzę w ten dym i myślę: kurwa, serio? Tak mam spędzić resztę życia? Robiąc wrażenie na ludziach, którzy jutro nawet nie będą o mnie pamiętać? I wtedy mnie jebło. Pojąłem, że mam jedno życie. Jedną szansę, żeby zrobić coś po swojemu. Żeby się w końcu nie bać, że ktoś nazwie mnie wariatem czy nieudacznikiem. Bo prawda jest taka: oni i tak będą gadać. Czy będziesz tyrał od rana do nocy, czy będziesz szedł własną drogą – zawsze znajdzie się ktoś, kto ci przypierdoli opinią. Więc po co się przejmować? Od tamtej pory mam prostą zasadę: pierdolić zasady, które wymyślił ktoś inny. Robię swoje. Upadam? No to trudno, podnoszę się i idę dalej. Przynajmniej wiem, że to moje błędy, nie cudze. Bo życie to nie jebany teatr. Nie jesteś aktorem w sztuce, którą pisze ktoś inny. Ty masz być reżyserem. Ty masz decydować, jak ta historia się skończy. I powiem ci tak… odkąd przestałem udawać, że jestem kimś, kim nie jestem – w końcu zacząłem oddychać. Może dla świata jestem wariatem. Ale kurwa, wreszcie jestem sobą. - Adwokat Diabła