Coraz częściej widzę, że człowieczeństwo stało się towarem luksusowym. Jakby ludzie sprzedali serca w lombardzie, a w zamian dostali ekran telefonu i brak empatii w pakiecie. Wszyscy gonią, nikt nie widzi. Wszyscy mówią, nikt nie słucha. Wszyscy wymagają, mało kto daje cokolwiek od siebie.
Kiedyś człowiek miał twarz, serce, sumienie
Zniknął ten prosty odruch: podać rękę, zapytać „jak się trzymasz”, pomyśleć o kimś poza czubkiem własnego nosa. Zniknęła ludzka przyzwoitość, zwykłe dobre wychowanie, uczciwość, odwaga… wszystko poszło do piachu, ustępując miejsca wygodzie, ego i znieczuleniu.
Człowieczeństwo? Dawno wyszło z budynku.
Zastąpiły je emocje na pół gwizdka, relacje na chwilę i zachowania na poziomie betonu.
Zero empatii, zero szacunku, zero odruchów, które kiedyś były oczywiste.
Łatwiej im kogoś zranić niż zapytać czy wszystko okej.
Łatwiej ocenić niż pomóc.
Łatwiej zniknąć niż wyjaśnić.
Ludzie stali się wygodni, zimni i nieobecni.
Jakby dusza to był już tylko dodatek, a serce opcjonalne.
I nie chodzi o to, że świat się zmienia.
Chodzi o to, że ludzie zamienili człowieczeństwo na wygodę.
Wybierają, co im pasuje, a resztę mają gdzieś.
Nie potrafią być lojalni, uczciwi, ludzcy.
W głowie tylko interes, wygoda i własne „ja”.
I to jest ten największy dramat:
Nie zaginął świat. Zaginął człowiek.
Reszta to już tylko chodzące ciała bez głębi, bez odwagi, bez elementarnego odruchu serca.
