Siedzi dwóch gości na ławce. Jeden spokój, patrzy w dal, drugi wkurwiony na cały świat.

– Jak ty to robisz, że ci wszystko wychodzi? – pyta ten wkurwiony. – Ja próbuję, walczę, a i tak wszystko się pierdoli.


Ten spokojny się uśmiecha i mówi:

– Bo ja już dawno przestałem walczyć z życiem.


– Ale jak to, kurwa, przestałeś walczyć?! – oburza się tamten. – To co, po prostu siedzisz i czekasz, aż coś się zmieni?!


– Nie – odpowiada ten spokojny. – Po prostu przestałem się kłócić ze światem o to, jaki jest.

Zrozumiałem, że świat mnie nie nienawidzi. On po prostu ma w dupie, co o nim myślę.


Drugi siedzi cicho, patrzy w ziemię.

– No ale jak nie walczyć? Jak ci się sypie, jak ci nie idzie?


– Trzeba przestać udawać, że się jest ofiarą – mówi ten spokojny. – Wziąć na klatę wszystko, co było. Każdy upadek, każdą porażkę, każde “kurwa, nie dam rady”. I po prostu... wstać.

Nie po to, żeby komuś coś udowodnić. Tylko sobie. Bo jak wstajesz po raz setny, to już nie jesteś tym samym gościem, co upadł po raz pierwszy.


Chwila ciszy. Wiatr, jakiś pies szczeka w tle.

– Czyli to takie proste? – pyta ten drugi.


– Proste nie znaczy łatwe, bracie. Ale wiesz co? Jak raz w życiu przestaniesz się użalać, to nagle odkryjesz, że to, czego szukałeś, było w tobie cały czas.

Nie szczęście. Nie sukces. Spokój.


– Spokój?


– Tak. Bo jak masz spokój, to nawet jak świat wali się na łeb, ty dalej idziesz. Cicho, bez krzyku. Ale, kurwa, skutecznie.


- Adwokat Diabła