Twoje dzieci nie są winne twojego złego dnia.
Nie są winne kłótni z partnerem, problemów w pracy,
ani ran, które wciąż nosisz w sobie od lat.
Nie przyszły po to, by nieść ciężar twoich frustracji.
Przyszły, by uzdrowić.
By nauczyć cię kochać tak, jak nigdy wcześniej nie potrafiłeś.
By pokazać, że nawet w chaosie można znaleźć sens.
To one uczą cię cierpliwości, siły, wytrwałości.
Uczą, że każdy dzień może być nowym początkiem.
Twoim zadaniem nie jest być doskonałym rodzicem.
Twoim zadaniem jest być obecnym.
Kochać - pomimo zmęczenia, pomimo zmartwień,
pomimo tego, co niesie życie.
Dzieci nie potrzebują idealnego domu.
Potrzebują bezpiecznego ramienia.
Twojego głosu, gdy mówisz: „Jestem tu.”
Twojego uśmiechu, gdy świat się wali.
Bo to nie prezenty, nie wakacje i nie sukcesy
pozostaną w ich pamięci.
Zostaną chwile - te proste, ciepłe, prawdziwe.
Miłość, którą im dasz dziś, stanie się ich siłą jutro. ❤️
